Wywiad z Piotrem Łyżwą

Wywiad z Piotrem Łyżwą

40
UDOSTĘPNIJ

Z Piotrem Łyżwą, kandydatem na burmistrza Bielawy z KWW Piotra Łyżwy – Porozumienie dla Bielawy rozmawia redaktor naczelny DTP Grzegorz Nowak

PICT0025

Panie Piotrze, bielawianie znają Pana jako samorządowca i społecznika, ale z pewnością ciekawi są przebiegu dotychczasowej kariery zawodowej. Jak ona wyglądała?

To dawne dzieje, ale spróbuję. Szkołę podstawową i Liceum Ogólnokształcące kończyłem w Bielawie. W 1985 r. obroniłem dyplom dziennych studiów magisterskich z fizyki na Uniwersytecie Wrocławskim. Czasy studenckie wspominam z wielką estymą – trudny czas dla Polski, a jednocześnie wspaniały dla mnie. W czasie studiów, a także kilka miesięcy po ich ukończeniu, pracowałem, dzięki studenckiej spółdzielni pracy, w różnych instytucjach, imając się najróżniejszych zajęć – myłem okna , malowałem ściany, porządkowałem archiwa. Niedługo po studiach pracowałem jako nauczyciel w Liceum Medycznym i jako informatyk w Dolnośląskiej Fabryce Krosien „Polmatex-Defka”. Od 1992 r. do dziś pracuję w I Liceum Ogólnokształcącym w Dzierżoniowie jako nauczyciel fizyki.

Moja droga zawodowa potoczyła się dwutorowo, bowiem niemal jednocześnie ukończyłem kurs dla kandydatów na członków rad nadzorczych spółek skarbu państwa , a następnie studia podyplomowe na wydziale prawa i administracji Uniwersytetu Wrocławskiego na kierunku „Samorząd Terytorialny „, jak również studia podyplomowe „Zarządzanie Oświatą”.

Radnym Rady Miejskiej Bielawy zostałem po wyborach w 1994 r. i byłem nim przez trzy kadencje. Większość czasu spędziłem w opozycji, ale przez ponad rok pełniłem też funkcję Przewodniczącego Rady. Zabiegałem wtedy, z pozytywnym skutkiem, razem z Panem Dźwinielem, m.in. o budowę drogi dwupasmowej między Dzierżoniowem a Bielawą, a także o przekazanie miastu terenów po zlikwidowanym prewentorium. Od 2006 r. do dziś jestem radnym Powiatu Dzierżoniowskiego. W tej kadencji pełnię funkcję przewodniczącego Komisji Edukacji i Kultury.

W poprzedniej, byłem kolejno – przewodniczącym Komisji Budżetu i Finansów oraz przewodniczącym Komisji Statutowej. Później zostałem członkiem Zarządu Powiatu. Mam ogromną satysfakcję, że w tym czasie uczestniczyłem w przełomowych decyzjach dotyczących oddłużenia Powiatu, ratowania Szpitala Powiatowego oraz wielu inwestycji drogowych, czy oświatowych, w tym w Bielawie.

Z perspektywy czasu wiem, że wszystkie te doświadczenia były niezwykle budujące i nauczyły mnie pokory w dążeniu do celu. Uzmysłowiły również, jak ważnym elementem jest współpraca między różnymi instytucjami. Innymi słowy – praca z ludźmi i dla ludzi.

Wiemy, że pochodzi Pan z wielodzietnej i bardzo szanowanej rodziny. Proszę nam o niej opowiedzieć.

Historia naszej rodziny sięga roku 1952, kiedy to moi rodzice zamieszkali w Bielawie, a następnie ponad 30 lat pracowali w Technikum Włókienniczym. Mama, Stanisława, zmarła prawie 10 lat temu. Była nauczycielką języka polskiego. Tato natomiast uczył matematyki i ekonomii, ale również, przez wiele lat był kierownikiem warsztatów szkolnych. Rodzice nigdy nie byli członkami PZPR. W domu było nas sześcioro. Najstarszy brat Romek jest naukowcem w Instytucie Niskich Temperatur we Wrocławiu (posiada najwyższy stopień naukowy profesora zwyczajnego). Moja siostra, Maria, całe zawodowe życie pracowała jako nauczycielka języka niemieckiego (też wiele lat w bielawskich szkołach). Druga siostra, Teresa jest psychologiem i realizuje się zawodowo we Wrocławiu, a brat Jerzy – absolwent Politechniki Wrocławskiej – pracuje jako inżynier budowlany. Ostatnim z gromadki jest Paweł, który został lekarzem kardiologiem i internistą.

Piotr Łyżwa z braćmi
Piotr Łyżwa z braćmi

Od lat jestem szczęśliwym mężem i ojcem – żona Maria i troje wspaniałych dzieci (Rafał 17 ,Łukasz 13, Ania 10) – są dla mnie nieustającym źródłem radości.

Jak wspomina Pan czasy PRL-u? Czym zajmował się tamten Piotr Łyżwa?

Tamten? To ten dzisiejszy, tylko bogatszy o doświadczenia i pokorniejszy życiowo.

W czasie studiów zaangażowałem się w systematyczny kolportaż, nielegalnej wtedy, tzw. „podziemnej” prasy i literatury. Zaopatrywałem akademiki, tak Uniwersytetu Wrocławskiego, jak i Akademii Ekonomicznej. Jeździłem pociągiem po większe partie wydawnictw, zdelegalizowanej wtedy „Solidarności”, nawet do Warszawy. Dziś wiem, że miałem bardzo dużo szczęścia, bo nigdy nie zostałem złapany. Uczestniczyłem w stanie wojennym jako osoba wspierająca w procesach politycznych działaczy „Solidarności”. Byłem, m.in. na procesie profesora matematyki Bolesława Gleigewichta. Brałem również udział w demonstracjach ulicznych w obronie niesłusznie uwięzionych.

W 1989 r. zaangażowałem się mocno w działalność Komitetu Obywatelskiego „Solidarność” Ziemi Dzierżoniowskiej. Byłem przewodniczącym bielawskiego koła tej organizacji, a jednocześnie jej przedstawicielem w ówczesnym województwie wałbrzyskim. Reprezentowałem również komitety obywatelskie województwa w Warszawie. Było to dla mnie duże obciążenie czasowe, ale też wspaniała przygoda. Wszak był to szczególny czas wybijania się Polski na niepodległość.

Konsekwencją tego zaangażowania było moje mocne włączenie się w 1990 r. w pierwsze wolne, po II wojnie światowej, wybory samorządowe w Polsce, a więc i w Bielawie. Byłem jednym z głównych organizatorów kampanii wyborczej kandydatów Komitetu Obywatelskiego „Solidarności” w Bielawie, choć sam w tych wyborach nie wystartowałem. I powiem tak – było warto! Dzisiejsza Polska jest o wiele piękniejsza niż ta, w której przyszło mi dorastać.

Jak Pan spędza wolny czas?

Lubię sport – kocham ruch. W młodości grałem w piłkę ręczną, nawet w reprezentacji szkoły. Trenowałem biegi długodystansowe pod kierunkiem pana Płonki w Bielawiance, a także pasjonowałem się kolarstwem i piłką nożną. Byłem w drużynie trampkarzy Bielawianki. Moją „karierę” sportową zakończyła brawura jazda na rowerze wyścigowym, zakończona pobytem w szpitalu. Niemniej nadal staram się biegać , jeżdżę na rowerze i systematycznie pływam. Uwielbiam chodzenie po górach. Drugą moją pasją jest muzyka. Kiedyś więcej grałem na fortepianie, dzisiaj, czego bardzo żałuję, brakuję mi czasu. Słucham ciekawych audycji radiowych.

Co ceni, a w co wierzy Piotr Łyżwa?

Nie będę tu oryginalny – źródłem moich doświadczeń są ludzie. Cenię szczerość, otwartość i zaangażowanie. Wiem, że w mieszkańcach Bielawy drzemie wielki potencjał, trzeba tylko odpowiednio go ukierunkować. Nigdy też nie ukrywałem, że jestem osobą wierzącą.

Mimo różnych problemów, które niesie życie, czuję się człowiekiem zdecydowanie szczęśliwym, a kandydowanie na stanowisko burmistrza traktuję w kategoriach dobra wspólnego. Chcę wykorzystać swoje doświadczenie, aby połączyć ludzi, którym, tak jak mnie, zależy na dobru Bielawy.

Dziękuję za rozmowę

40 KOMENTARZE

    • Bielawa nie może pozwolić sobie na nastepne zmarnowane cztery lata. Ludzie pobudka czas iść na wybory

  1. Panie Piotrze aby dodać panu ducha w dalszej walce z tym byłym członkiem PZPR oświadczam panu, że każdemy ze swoich znajomuch mówię i namawiam na głosowanie w wyborach na pana.

  2. Wspaniała rodzina aż sie wierzyć nie chce bo Piotr Łyżwa jest bardzo skromnym człowiekiem. Inny zadzierałby nosa, a on całe zycie jest taki sam

  3. Jestem zaskoczony tym, czym w swojej skromności podzielił się z nami pan Piotr, kandydat na burmistrza Bielawy. Ja też pochodzę z wielodzietnej rodziny i też mam brata profesora zwyczajnego, który jest dziekanem Wydziału Ekonomicznego na UMK w Toruniu. Niestety nie mam brata lekarza, ale inżynierowie – prawie wszyscy. Tak więc mamy coś ze sobą wspólnego. Mnie wcześniej nie bardzo interesowała lokalna polityka, ale teraz wiem, że powinienem zaangażować się przynajmniej po to, aby mieszkańcy Bielawy poprzez liczne uczestnictwo w wyborach zdecydowali o swojej i swoich rodzin przyszłości. Życzę powodzenia.

    • Bolesławie, wątek rodzinny jest ciekawy ale mnie bardziej zainteresowała przeszłość Piotra, który jest młodym człowiekiem i jak widać nie zmarnował czasu. A Ty pisz i uświadamiaj w jakim ciemnogrodzie mieszkamy

  4. Ja tez nie lubie polityki ale jak widzę kombinatorów, którzy chwytając sie tanich chwytów próbują na siłę zostać burmistrzem, to odzywa sie we mnie obywatelski obowiązek. Dlatego pójdę na wybory tylko po to żeby oddać głos na Piotra Łyżwę

    • Minusem Łyżwy jest to, że otacza się takimi ludziami jak Glanowski i Grzebieluch. Do tych ludzi nie mam żadnego zaufania. Ale mam nadzieję, że po wygranych wyborach odsunie on od siebie takich ludzi.

  5. Wielki, wielki i jeszcze raz wielki człowiek. Bardzo wierząca osoba, która nie idzie tam po pieniądze, jestem tego pewny. Na pewno wprowadzi świeżość i jestem pewny, że jako człowiek z kręgosłupem moralnym nie będzie w urzędzie robić czystek politycznych. Wszystkie ręce na pokład PiS,PO,OBS,Bielawa Plus się połączyła właśnie w dobrej sprawie. Chciejmy zobaczyć smutne minki dotychczasowych baronów. Próbują już kompromitować Naszego kandydata różnymi opisami w internecie, ale nie dajmy się zwieść. Pan Łyżwa ma mój głos i mojej rodziny. Powodzenia !

      • Niech powie co obiecał Grzebieluchowi i reszcie za poparcie, skoro taki uczciwy to chyba może powiedzieć…?

        I może przyznać że PO okradła OFE, wygnała za granicę miliony rodaków, że wszystkie te afery jak Amber Gold, taśmowa, infoafera, zadłużenie polski na bilion itp itd to jeden wielki skandal. Jeśli to przyzna – to ma mój głos. Jeśli nie, to znaczy że nie może, bo ktoś mu nie pozwala…

        • Grzebieluch jest dobrym lekarzem i nie musi szukać pracy, to samo ludzie z otoczenia Łyżwy. Dlatego pozostali dwaj kandydaci tak bardzo się boją i na wyścigi podszczypują kogo się da. Pamiętajcie jednak że im bardziej będą atakować Łyżwę, tym będzie miał większe poparcie wśród ludzi

  6. Piotr Łyżwa to naprwdę dobry człowiek. I dobry samorządowiec. Taki właśnie burmistrz jest potrzebny Bielawie.

    • To po co wchodzi w konszachty z tą całą resztą, któa boi się samodzielnie wystartować? Od takich ludzi uczciwy powinien trzymać się z daleka.

  7. Co to za plakaty ukazały sie w Bielawie? Jakiś Dzierżoniów, Bielawa porównanie zadłużenia. Ktoś wie o co chodzi?

    • Te plakaty to zwykła propaganda w stylu PRL. Czyli podrasowana statystyka, by ukryć fakt, że 8 tysięcy bielawian za pracą musiało za rządów obecnego burmistrza wyjechać za granicę. I dlatego słupki spadły. To zwykła manipulacja danymi!

    • A co zrobił R. Dźwiniel w ciągu 16 lat dla Bielawy? Zadłużył miasto na prawie 50 mln zł robiąc b.drogie inwestycje (Leśna Szkoła, betonowy amfiteatr obok wierzbowego, kolorową fontannę, 2 inkubatory, drogę pod swój dom) nie przynoszące konkretnego dochodu do kasy miasta. W tym czasie przybyło kilkadziesiąt, a ubyło kilka tysięcy miejsc pracy. Taki jest bilans działania burmistrza w ciągu tych lat w sprawie rozwiązywania najważniejszego problemu bielawian, czyli bezrobocia.

  8. Jak to jest z tymi danymi o bezrobociu z bilboardu?

    W 1998 roku Ryszard Dźwiniel został burmistrzem Bielawy. Miasto liczyło wtedy 33 793 mieszkańców. W roku 2014, na koniec 4 kadencji jego rządów miasto liczy 25 681 mieszkańców (moje oszacowanie). Ubyło 8112 mieszkańców, w stosunku do dzisiejszej liczby jest to 31%.
    W sierpniu 2014 w Bielawie jest zarejestrowanych 1743 bezrobotnych (1979 w większym Dzierżoniowie). W 2005 roku było zarejestrowanych 3970 w Bielawie (podobna ilość w Dzierżoniowie).

    Żeby należycie ocenić co się stało (czy może jednak wyemigrowali sami emeryci, a ponad 2 tys bezrobotnych zostało zatrudnionych) trzeba spytać raczej o to, ile w ciągu tych 16 lat przybyło miejsc pracy. Ale tu chyba nie ma czym się chwalić.

  9. Panie Piotrze czy potrzebuje pan wolontariuszy do roznoszenia ulotek? Jeżeli tak proszę odpowiedzieć. Chcemy z przyjaciółmi coś zrobić dla Bielawy.

Comments are closed.