Po mojemu… Nowa gałąź

Po mojemu… Nowa gałąź

20
5
PODZIEL SIĘ

blogger 4Nie wiem czyja gałąź czy jaka gałąź, ale chodzi mi o bezrobocie w naszym kraju. To już taki temat normalny, że tylko czasami się o nim wspomina – przy okazji. Jednak interes cały czas się kręci i nawet ma się dobrze. Remontuje się budynki i pięknie wyposaża wnętrza Urzędów Pracy – wszystko dla bezrobotnego.

Urzędnicy w Urzędach Pracy nie mają się co martwić o swoją pracę, a i o cudzą też nie, zwłaszcza ci, którzy po wielu latach szukania pracy dla bezrobotnych już wpadli w rutynę i traktują bezrobotnego jako petenta podobnie jak w każdym innym urzędzie. Mogą się najwyżej zastanawiać, kiedy z referenta młodszego awansują na referenta starszego, co już blisko jest do kierownika. Ot, i takie problemy.

Kierownicy urzędów – to już jest fucha. Nienormowany czas pracy, ciągłe konsultacje na mieście i zamartwianie się – jaki teraz wypadałoby kupić samochód, bo kolega w UP w…

Wybrałem się i ja do UP, aby powspominać stare czasy, kiedy to trzeba było się tam meldować co miesiąc z nadzieją, że może coś dla mnie mają. Ale co można zaproponować pięćdziesięciopięciolatkowi? Teraz też dużego wyboru nie ma. Zwolnionym z pracy głównym księgowym proponują piekarza, a piekarzom bez pracy – głównego księgowego. A wszyscy obowiązkowo muszą przejść kurs na wózki widłowe. Będzie szkolenie i to obowiązkowe, bo trzeba wykorzystać dotacje na te sprawy. No i kurs o samozatrudnieniu. Któżby nie chciał być sobie sterem i okrętem, zwłaszcza, że przecież Unia daje pieniądze na rozkręcenie interesu.

Patrzę po ludziach, z których statystycznie i tak 50% pracuje w szarej strefie. Ci, choć nie zgaduję dokładnie którzy, są rozluźnieni i zadowoleni, że z UP wpadnie dodatkowo trochę kasy. Jednak są i tacy, którzy pozostają bez pracy z marną szansą na nią nawet w przyszłości. Znam to z autopsji, gdyż zaliczyłem dwa i pół roku zasiłku i pół roku „bez niczego”. Wiem, co to znaczy patrzeć z zazdrością na listonosza i nawet na panów w odblaskowych kamizelkach na naszych ulicach. Nawet ci zdesperowani, którzy „przyjmą każdą pracę”, usłyszą – pracy nie ma! Wyjeżdżają z musu za granicę, by tam układać sobie życie najczęściej bez rodziny. Bezsilni, stają się zakładnikami systemu.

Ale są i tacy, którzy po skończeniu pobierania „kuroniówki”, załamują się, siedzą w domach i tylko czasami patrzą bezwiednie przez okno, częściej, również bezwiednie – w telewizor. Oni już nie umieją się odnaleźć w nowej rzeczywistości. Nie zawsze ma im kto pomóc. Wpadają w depresję. Przez kilka lat na utrzymaniu rodziny, czekają na marną emeryturę.

Patrzę z ciekawości po tabliczkach zatrudnionych urzędników. Właściwie, to same urzędniczki. Widzę znajome nazwiska, w tym naszego wiceburmistrza i wyobrażam sobie ich sylwetki za urzędniczymi biurkami, z troską pochylone nad dolą bezrobotnych.

I po mojemu, to „cóś” tu się nie zgadza. Burmistrz, który nie stwarza przez kolejne kadencje nowych miejsc pracy, tracąc przy tym wiele z tych, które są – i ta pani, która przecież podobnie jak Salomon z próżnego nie naleje. Ale pracę mają. Pracując dla ludzi, oczywiście.

5 KOMENTARZE

  1. Uważam osobiście, że te lata burmistrzowania Dźwiniela to lata stracone dla Bielawy. Zmarnowane 16 lat. Teraz jest okazja to naprawić. Wybieramy Łyżwę!!!!!!

Comments are closed.