Okiem redaktora -Bajka o Królu i pomidorze

Okiem redaktora -Bajka o Królu i pomidorze

34
8
PODZIEL SIĘ

Okiem redaktora Marzena ZdolskaMamy ten cudowny pierwiastek dziecięcych cech, które pozwalają nam na odrobinę beztroski, tyćkę nieodpowiedzialności, szczyptę braku konsekwencji. Mamy to. Jeśli dodać do tego naturalny, spontaniczny element człowieczeństwa wyjdzie, że jesteśmy trochę dziećmi.

Nieważne czy czterdziestoletnimi czy trzydziestopięcio, albo nasto, nieważne. Jesteśmy dziećmi. To, czego nauczyliśmy się lata temu, wraca jak bumerang w codzienności. Jak gra w pomidora.

Pamiętacie o co tam chodziło?

Był sobie pan Pomidor, który próbował rozśmieszyć pozostałych uczestników zabawy. Na każde pytanie, stwierdzenie, czy cokolwiek, należało odpowiedzieć „pomidor”. Kto się roześmiał, lub odpowiedział coś innego – przegrywał z kretesem. Dlaczego właśnie ta, z pozoru bezsensowna zabawa nam się podobała? Może dlatego, że wtedy wydawało się, że jest to prawdziwa walka z samym sobą, aby zachować całkowitą powagę, nie poddać się, walczyć do końca .

I choćby to co mówił Pan Pomidor było na tyle zabawne, że normalnie ze śmiechu rozbolałby nas brzuch – nie wolno było, o nie, trzeba się było powstrzymać i walczyć do końca. Gra kończyła się, gdy odpowiadający pomylił się, zaśmiał się lub pozostali uczestnicy poddali się.

No i co nam to przypomina. W Bielawie grają w pomidora już dość długo. Roześmieją się na koniec czy dotrwają do końca?

Prawo Wienera mówi: „Wszystko jest możliwe do zrobienia dla osoby, która nie musi tego robić” i chyba coś w tym jest. Bo znowu zaszumiało, zahuczało, zadymiło. Się dzieje. Pytanie tylko czy się zadzieje, bo takiej pewności już nie mam. I znowu trzeba wrócić do podwórkowych zabaw i zachowań i przypomnieć sobie jak to było gdy mieliśmy lidera, który no co tu dużo mówić, wkurzał nas bo nim był. Oj, nie był taki lider lubiany, za to był podziwiany.

Zazdrośni koledzy próbowali go wyprzedzać w gonitwie do murka na czas i potykali się o kamienie, nie szło im też w zabawie w chowanego, bo no do jasnej cholery! On zawsze znalazł lepszą kryjówkę. Lider może i do końca nie była fair, no ale był podziwiany. Pozostało na niego zakapować więc padały okrzyki: Lider jesteś u Mamy! I szło się na skargę na lidera, żeby mu życie uprzykrzyć, bo była szansa, że dostanie karę i na naszym podwórku można będzie o jego pozycję powalczyć. I się walczyło.

Była też inna zabawa podwórkowa, jakże sytuacyjna i podobna.

Dzień dobry Ci Królu Lulu z czerwonym nosem polanym pomidorowym sosem..

Dzień dobry Wam Dzieci Śmieci, gdzie wyście byli i co robili….

Byliśmy ( np. na przedwyborczym zebraniu) i szukaliśmy (dzieci pokazują np. na dokumenty z hakami na konkurenta).

Jak Król zgadnie, wstaje ze swojego tronu i goni dzieci, kogo złapie ten jest KRÓLEM w następnej turze!

Pytanie czy zgadnie i czy dogoni. Wszak głuchy telefon szwankuje to wiemy. Pozostaje eliminacja.

Marzena Zdolska

marzena.zdolska@tygodnik.info.pl

8 KOMENTARZE

  1. Pomidor bielawski – felieton
    Mamy ten cudowny pierwiastek dziecięcych cech, które pozwalają nam na odrobinę beztroski, tyćkę nieodpowiedzialności, szczyptę braku konsekwencji. Mamy to. Jeśli dodać do tego naturalny, spontaniczny element człowieczeństwa wyjdzie, że jesteśmy trochę dziećmi.

    Nieważne czy czterdziestoletnimi czy trzydziestopięcio, albo nasto, nieważne. Jesteśmy dziećmi. To, czego nauczyliśmy się lata temu, wraca jak bumerang w codzienności. Jak gra w pomidora.
    Pamiętacie o co tam chodziło?

    Był sobie Pan Pomidor, który próbował rozśmieszyć pozostałych uczestników zabawy. Na każde pytanie, stwierdzenie czy cokolwiek, należało odpowiedzieć „pomidor”. Kto się roześmiał lub odpowiedział coś innego – przegrywał z kretesem. Dlaczego właśnie ta, z pozoru bezsensowna zabawa nam się podobała? Może dlatego, że wtedy wydawało się, że jest to prawdziwa walka z samym sobą, aby zachować całkowitą powagę, nie poddać się, walczyć do końca . I choćby to co mówił Pan Pomidor było na tyle zabawne, że normalnie ze śmiechu rozbalałby nas brzuch – nie wolno było, o nie, trzeba się było powstrzymać i walczyć do końca. Gra kończyła się, gdy odpowiadający pomylił się, zaśmiał się lub pozostali uczestnicy poddali się.

    No i co nam to przypomina? W Bielawie grają w „pomidora” już dość długo. Roześmieją się na koniec czy dotrwają do końca?

    Prawo Wienera mówi: „Wszystko jest możliwe do zrobienia dla osoby, która nie musi tego robić” i chyba coś w tym jest. Bo znowu zaszumiało, zahuczało, zadymiło. Się dzieje. Pytanie tylko czy się zadzieje, bo takiej pewności już nie mam. Skoro zaledwie 27% mieszkańców miasta w „pomidora” zagrało, a reszta do zabawy dołączyć nie chciała, to czy teraz się skuszą? Odpowiedzą: „pomidor”?
    Pomidorowy zawrót głowy wczesną wiosną zrobił niemałe zamieszanie. Zrobił się ketchup. A ketchup w odróżnieniu od naturalnego pomidora ma już w swoim składzie substancje chemiczne i może powodować zgagę lub niestrawność. I spowodował. Odbija nam się i z niechęcią patrzymy na półki w warzywnym i pomidorów już nie chcemy kupić. Bielawski pomidor stracił w ostatnim czasie na wartości i teraz walczy o przetrwanie. Pewnie znowu wygra, bo to silny szczep. To jednak sprawdzimy na dniach.

    Kto pójdzie na referendum? PO i PiS śpiewają: „Palec pod budkę, bo za minutkę, zamykam budkę…”
    Sezon ropoczęty. Pomidor rośnie w ciepełku, pod ochronnymi szybami szklarni, inne warzywa, na przykład buraki, tak dobrze nie mają i w brudnym, zimnym polu przedzierają się przez warstwy gleby, więc walczą. Walczą o głosy, zachęcają jak w piosence Lady Pank: „(…) Głową na dół zakopany niczym struś. Chcesz mnie spotkać, głowę obok w ziemię wpuść. Rosnę sobie dołem głowa, górą nać. Kto mi powie, co się jeszcze może stać.
    Wszystko się może zdarzyć
    Wszystko się może zdarzyć”.
    Minutka minęła, budka się zamknęła, palce przycisnęła.

    Ewa Marcinów – Doba.pl
    << strona główna 27.03.2012, godz.09:41

Comments are closed.