LUDZIE! KOCHANI… COŚCIE TACY SMUTNI? PRZECIE JEDZIECIE DO PRACY!

LUDZIE! KOCHANI… COŚCIE TACY SMUTNI? PRZECIE JEDZIECIE DO PRACY!

35
21
PODZIEL SIĘ
Jerzy Edmund Jankowski
Jerzy Edmund Jankowski
Jerzy Edmund Jankowski

Wakacje już za nami, sezon urlopowy też, pozostaje radość z powrotu do szkoły, pracy, a emerytów do opieki nad wnukami i dorabiania do emerytury. Nawet dzieci w wieku przedszkolnym przez majętniejszych rodziców przygotowywane są do trudów życia, głównie poprzez naukę języków obcych. Nauka języka angielskiego to już standard, język niemiecki też przyda się w pracy, bardziej przewidujący rodzice do pakietu dodają też: rosyjski, koreański, japoński i chiński.

Należy jednak zauważyć, że radość z pracy nie wszystkim jest dana. Coraz większa grupa Polaków pozostaje bez pracy, a młodzież kończy edukację na gimnazjum. Likwidacja szkół zawodowych pozbawiła znaczną grupę rodaków możliwości zdobycia zawodu, a więc i cienia szansy na legalną pracę. Przeglądając zasoby Internetu natknąłem się na hit czasów PRL piosenkę Kabaretu Tey „Smutasy i Mazgaje” wykonywaną przez Bohdana Smolenia

(link: https://www.youtube.com/watch?v=h9ZQElA1LjQ).

Słowa: LUDZIE! KOCHANI… COŚCIE TACY SMUTNI? PRZECIE JEDZIECIE DO PRACY! Wywoływały wówczas salwę śmiechu, czy śmieszne są też obecnie? Przypomnę młodszemu pokoleniu, że praca wówczas była nie tylko prawem, ale i obywatelskim obowiązkiem. Za mniejsze przestępstwa sądy karały ograniczeniem wolności w postaci tzw. Nakazu Pracy. Ukarany pod rygorem osadzenia w więzieniu musiał podjąć pracę w wybranym przez siebie zakładzie pracy. Czy obecnie byłaby to kara?

Pracując na produkcji w ZPB „Bielbaw” dozorowałem pracę między innymi pracownika z nakazem pracy, skazanego za znęcanie się pod wpływem alkoholu nad rodziną. Wywiązywał się dobrze ze swoich obowiązków, zdarzało mu się jednak, że zapominał o przyjściu do pracy. Gdy pewnego razu przyszedł, po takiej dziurze w pamięci do pracy, wysłuchał z pokutną miną udzielanej przeze mnie reprymendy, nie tłumaczył swojego nagannego zachowania, jedynie zaproponował: „mogę ostać”. Gdy skwitowałem jego propozycję stwierdzeniem, że niema potrzeby, aby odrabiał nieusprawiedliwioną dniówkę, gdyż na następnej zmianie jest pełna obsada, natomiast brakowało go wczoraj, ze spuszczoną głową wyszedł. Zrobiło mi się człowieka żal, gdy rozważałem, w jaki sposób ukarać pracownika, aby go zbytnio nie skrzywdzić, zjawił się ponownie z całym bochenkiem chleba pod pachą i wskazując na chleb powiedział: „mam chleb, mogę ostać”. Jego słowa i widok bochenka chleba pod pachą, tak mnie rozbawił, że zgodziłem się, aby ostał.

Pracowałem z tym Panem kilka lat i po tym incydencie podobne wpadki już mu się nie zdarzały, stał się wzorowym pracownikiem. Czy podobna resocjalizacja byłaby możliwa obecnie? Czy jest możliwe uświadomienie człowiekowi z marginesu, że jest potrzebny? I że jego niefrasobliwe zachowanie było powodem niewykonania istotnych zadań? Uważam, że takiej motywacji nie dostarcza wyznaczony termin następnej wizyty w Powiatowym Urzędzie Pracy! Więc mający pracę niech się cieszą, że ją mają, a ci, co pracy nie mają niech się cieszą z odzyskanej wolności.

21 KOMENTARZE

  1. Ja to się cieszę! Lecz nie którzy nie, bo PRL-u bardzo wstydzą się. I uważają, że ludzie z Bielawy, nie pragną pracy, ani łyżki strawy. A jedyna sprawa która spokój burzy, to nazwa ulicy która im nie służy. A już szczególnie mój Ty przyjacielu, kością w gardle staje im Osiedle XXV – Lecia PRL-u! Czy mógłbyś napisać opinię takową, żeby ci z prawicy, ruszyli choć głową?

  2. Z tym brakiem pracy u nas to zadziwiająca rzecz. Znajomy ostatnio szukał osoby do dość prostej pracy i żeby przyjrzeć się ewentualnemu kandydatowi/kandydatce prosił urząd pracy o kierowanie bezrobotnych. Pierwszych ośmiu „bezrobotnych” praktycznie ze łzami w oczach broniło się jak mogło, „proszę tylko przystawić pieczątkę i napisać, że kandydat nie spełnia oczekiwań!” Dopiero dziewiąty był zainteresowany pracą i już pracuje.
    Drugi kolega już kilka lat pracuje w jednej z firm w okolicach Bielan (spożywka). Jego pracodawca zaoferował w firmie po 1000 zł za sprowadzonego pracownika, jeśli ten przepracuje choć pół roku. Praca nie jest wymagająca, a płacą nieźle. Jedyny mankament to system czterobrygadowy. I co? I gó…zik. Nie ma w Bielawie chętnych.

    Kolejny znajomy prowadzący budowy mówi, że bierze każdego komu chce się robić. Po sklepach i piekarniach wiszą karki, że pracownik poszukiwany. No to jak z tym bezrobociem w końcu jest? Jest?

    Oczywiście lwia część przypadków to nędzne wynagrodzenia i to może odstraszać, a za lepszą pracą trzeba pojeździć, ale czy tak właśnie nie działa „zachód”? W Stanach statystyczny pracownik trzy razy w życiu przeprowadza się podążając za pracą, nie ma tak, że praca szuka człowieka i puka do jego drzwi. Czy to normalne? Chyba tak.

    • Co by nie być gołosłownym, jeśli ktoś jest zainteresowany stałą pracą na godziwych warunkach niech dzwoni w sprawie rekrutacji 660 538 461 (Pan Krzysztof), a firma to Healthy Food Production SA, Magazynowa 5 Bielany Wrocławskie, http://www.sonko.pl

      Tak, to ci od ryżu, wafli i chrupków ryżowych, opinie w necie o Sonko jako pracodawcy są nienajgorsze, jak ktoś chce pracować to tam pracę znajdzie. Z tego co wiem to głównie kobiety się zatrudniają, jest trochę osób z Bielawy.

      • Rozpatrując kwestię bezrobocia należy mieć na względzie rachunek ekonomiczny.
        Proszę zauważyć, że ułatwienia kredytowe spowodowały, że coraz więcej osób, ma zaciągnięty kredyt i ma kłopoty ze spłatą. Gdy zostaną zatrudnieni bodajże do 60% wynagrodzenia może zostać zajęte przez komornika. Zadłużenie może też powstać z tytułu alimentów, funduszu alimentacyjnego, przejęcia spadku i tysiąca innych przyczyn (nie zawsze z winy zadłużonego). Więc osoby poważnie zadłużone, zarabiając najniższą krajową nie mają możliwości przeżycia, zwłaszcza, jeśli konieczne są wydatki związane z pracą np. dojazdy, dla dzieci: żłobek przedszkole itp. Proszę też zauważyć, że obecnie żłobki i przedszkola są tylko do godz. 16, więc jeśli niema do opieki kogoś z rodziny to trzeba wynająć płatną pomoc. Podejmujący pracę, jeśli ma różnego typu dopłaty, dofinansowania alimenty z funduszu itp. zazwyczaj je traci. Zauważ, że podejmujący pracę w podwrocławskiej strefie muszą się liczyć z przebywaniem poza domem ponad 12 godzin (8 godz. praca 4 godz. dojazdy). Jeśli dojazdy są organizowane przez pracodawcę autobusami, to codziennością jest wydłużanie czasu pracy poprzez przesunięcie godzin odjazdu autobusu. Jeśli ktoś nie godzi się zostać na nadliczbowe to musi do domu wracać na własną rękę. Pracownicy podwrocławskiej strefy skarżą się na brak życia rodzinnego, i gotowi są podjąć pracę z o gorszych warunkach bliżej domu. Porównywanie standardów polskich do „zachodnich”, a zwłaszcza do Stanów Zjednoczonych jest pewnym nieporozumieniem. Czy w Polsce łatwa jest przeprowadzka bliżej miejsca pracy? Proszę przeanalizować cenę wynajęcia mieszkania we Wrocławiu dla rodziny, aby mieszkać bliżej miejsca pracy i porównać wydatki na wynajęte mieszkanie z ewentualną płacą. Zwracam uwagę, że bezrobotni mobilni już dawno wyjechali z Polski, pozostali w jakiś sposób związani np. rodziną, pracą na czarno, nieudacznicy, nałogowcy itd.
        Osobnym problemem jest oferowana praca. Bywają bardzo częste przypadki, że oferowana przez Urząd Pracy praca jest u pracodawcy, który wypłaca wynagrodzenie ze znacznym opóźnieniem, lub wcale. Doświadczeni bezrobotni omijają takich pracodawców szerokim łukiem, nawet ryzykując utratę statusu, nacinają się nowicjusze. Zazwyczaj bezrobotnych nie stać na dochodzenie swoich praw w sądach i czekanie na egzekucję komorniczą po wielu miesiącach, rezygnują z dochodzenia roszczeń. Więc taki pracodawca w świetle prawa jest czysty jak łza i nadal może nabierać ludzi. Uważam, że jeśli skierowany przez Urząd Pracy bezrobotny nie otrzyma wynagrodzenia w ustawowym czasie od pracodawcy, to Urząd Pracy powinien na mocy Ustawy zostać zobowiązany do wypłaty temu pracownikowi wynagrodzenie w minimalnej wysokości, a pracodawcę wciągnąć na „czarną listę” i nie oferować u niego pracy. Nie dawno była dość głośna sprawa w Sądzie Pracy, pracodawca nie wypłacał przez 2 lata pracownikowi pensji, pracownik jakoś sobie radził dorabiając na boku, gdy się pracodawca zorientował, zwolnił pracownika dyscyplinarnie. Sprawa miała finał w Sądzie Pracy i pracodawca został zobowiązany do wypłaty pracownikowi zaległych wynagrodzeń wraz z należnymi odsetkami. Inna sprawa, która nie znalazła się w Sądzie, a znam ją z relacji swojej znajomej. Pracowała kilka lat w przedsiębiorstwie, zarobki miała niezłe, pracodawca stopniowo zaczął zmieniać umowy o pracę na umowę o dzieło. Ponieważ zaproponowane warunki były znacznie gorsze niż dotychczasowe, nie przyjęła zmiany, więc rozwiązano z nią umowę o pracę. Udała się więc do Urzędu Pracy, aby zarejestrować się jako bezrobotna. W urzędzie, gdy usłyszano nazwę przedsiębiorstwa, stwierdzono, że nie będzie się Pani należał zasiłek. Po przejrzeniu dokumentów rzeczywiście okazało się, że podczas podejmowania pracy pracodawca zawarł z pracownikiem równocześnie dwie umowy: umowę o pracę na cząstkę etatu (niedającą żadnych uprawnień z minimalną składką ZUS) i drugą umowę o dzieło bez składki ZUS. Znajoma szczęśliwa z podjęcia pracy i otrzymywanej płacy, żyła w nieświadomości, że nie tylko nie posiada żadnych uprawnień pracowniczych, ale również ten okres pracy praktycznie nie wlicza się do emerytury. Wprawdzie nie widziałem wspomnianych dokumentów, ponieważ znajoma była zajęta przygotowaniami do wyjazdu do pracy poza granice Polski, lecz uważam, że było to prawdą. Oba przytoczone przypadki zdarzyły się w Bielawie. Pracodawcy nadal funkcjonują, zatrudniają pracowników, również poprzez Powiatowy Urząd Pracy. Czy nadal TA chcesz oceniać bezrobocie w Polsce i sytuację bezrobotnych przez pryzmat „zachodni”? Rozmawiam ze znajomymi, którzy pracowali poza granicami Polski i pomimo różnego rodzaju różnic, a zwłaszcza językowych nie usłyszałem, aby nie dotrzymano zawartej umowy – nawet tej ustnej!

        • Zgodnie z polskim prawem, osobą bezrobotną jest człowiek gotowy podjąć pracę. Jeśli nie jest to z różnych względów możliwe lub pożądane, to bezrobotnym się nie jest. Tak stanowi prawo.

          Tymczasem jedynym kryterium w hodowaniu i rozmnażaniu przez urzędy pracy bezrobotnych jest gotowość osoby zapisanej do pośredniaka do przyjścia raz czy dwa razy w miesiącu po podpis i wypełnienia obiegówki związanej z poszukiwaniem pracy. Oczywiście broń Boże aby ktoś chciał zatrudnić takiego „bezrobotnego”. W tym układzie urzędy mają wysoki przerób, uzasadnienie do własnego istnienia i niezłą kasę na „aktywizację bezrobotnych”.

          Oczywiście nie ganię zachowania ludzi bezrobotnych nie chcących z różnych względów pracować, bo to jest zdrowy i naturalny objaw szukać dochodów przy najmniejszych kosztach ich pozyskania, ale wkurwia mnie hipokryzja urzędów. Dać ludziom niezatrudnionym zdrowotne jak leci, zabrać udzielanie dotacji na działalność PUPom, a dać je gminom i jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki poziom bezrobocia zjedzie o połowę, co najmniej. Albo i o 3/4. Jaki to bezrobotny, który nie chce podjąć żadnej pracy? Żaden!

          Czytamy, że w skali Polski brakuje 2 mln osób do pracy. Z drugiej strony w maju niewiele ponad 2 mln Polaków było zarejestrowanych w urzędach pracy jako bezrobotni („gotowi” do podjęcia pracy). Czy tylko mi ten rachunek nie gra?

          Oczywiście, jak ktoś chce pracować to sobie za pracą pojedzie, jak ktoś chce pracować i nie chce nigdzie jechać to w naszym, miasteczku zniszczonym przez pół czarnego wieku peerelu może usiąść na kasie w Biedronce (Intermarchu) albo kombinować przy współudziale pośredniaka (jedna strona udaje, że szuka pracy druga strona udaje, że coś robi w tym zakresie).

          Całe szczęście, że poprawi się dojazd go Wrocka, a jak już pociągną eskę to czas dojazdu spadnie z godziny może i do 30 minut, czyli tyle ile jedzie się po Wro. I Będzie bez różnicy, czy pracując na tych przysłowiowych Bielanach mieszkasz ze Wro na Strachocińskiej, czy w Bielawie.

          Na koniec miałem zaprotestować. Miałem napisać, że ci co zostali to nie są jak to ująłeś „pozostali w jakiś sposób związani np. rodziną, pracą na czarno, nieudacznicy, nałogowcy itd.”. To boli. Ale taki chyba jest koszt cywilizacyjny, jeśli nie nadążasz za zmianami, nie jesteś młody, silny, piękny i wysportowany to jesteś czarnuch, nieudacznik i nałogowiec. Błe. I fuj.

          • Rozwiązanie kwestii bezrobocia jest proste, należy dokonać trzech rozwiązań ustawowych:
            1. Wprowadzić obowiązkowe pośrednictwo pracy, może tą funkcję pełnić Powiatowy Urząd Pracy.
            Zabezpieczy to zatrudnianie pracowników na czarno z umową in blanko. Gdy zaistnieje wypadek przy pracy lub Inspekcja Pracy sprawdzi zatrudnienie, z pracownikiem zawiera się umowę kilka dni przed tym wydarzeniem!
            2. Zagwarantować pracownikowi wypłatę wynagrodzenia, poprzez zobowiązanie PUP do wypłaty zasiłku dla bezrobotnych pracownikowi, który nie otrzymał w ustawowym czasie wynagrodzenia. Oczywiście kwota wypłaconego zasiłku stanowiłaby kwotę wymagalną od niesolidnego pracodawcy. Urząd rejestrowałby takich pracodawców i do czasu uregulowania spraw finansowych byłby zakaz zatrudniania pracowników u takiego pracodawcy.
            Takie rozwiązanie gwarantowałoby pracownikowi funkcjonowanie na minimalnym poziomie, motywowałoby pracodawcę do wypłaty wynagrodzeń, a Urząd miałby informację w tym zakresie. Obecnie pracownik, który nie otrzymał wynagrodzenia jest w gorszej sytuacji niż bezrobotny – nic mu się nie należy, dochodzenie roszczeń na drodze sądowej jest długotrwałe, więc często zaniedbywane.
            3. Stopniowe zmniejszanie kosztów pracy poprzez zmniejszanie obciążeń podatkowych.
            Proszę zauważyć, że jedną z pierwszych decyzji rządu SLD było wprowadzenie ulgi budowlanej (ulgi podatkowej). Jednym z warunków uzyskania tej ulgi było udokumentowanie fakturami poniesionych kosztów budowlanych (budowa, remonty, materiały budowlane itp.) I „stał się cud”. Nie tylko rozwinęło się budownictwo, ale wzrosło w tym sektorze zatrudnienie, a wpływy do budżetu pomimo odpisu z podatków wzrosły. Niestety następne rządy zlikwidowały tę ulgę i ponownie nastąpiła w tym sektorze stagnacja. Jednym z powodów jest wykonywanie większości usług bez rachunku czyli „na czarno”.

            • Nie zgadzam się z tym pośrednictwem pracy. Im mniej państwa w stosunkach gospodarczych tym lepiej. Swobodny przepływ pracowników i wolność gospodarcza to zdrowa podstawa działalności. Jedyną przyczyną patologii w zakresie zatrudniania na czarno i szarej strefy jest bandycki, rabunkowy i duszący rozwój haracz na ZUS.

              Nie zgadzam się z automatyczną likwidacją zakładów przy opóźnieniu w wypłacie wynagrodzeń. Od tego są sądy, pipy i prokuratury. Tak można każdego zarżnąć. Bo zakaz zatrudniania oznacza likwidację zakładu. Jeżeli do czegoś by to pracodawcę motywowało to do zatrudniania na czarno – jedyna strategia przetrwania przy kłopotach z kredytowaniem inwestycji np.

              Koszty podatkowe są u nas niewielkie, serio. Jak sobie podliczam, to po uwzględnieniu przysługujących odliczeń i zwolnień od lat nie płacę więcej niż 10 %. ZUS, o tak, to jest zmora, bandyci i prawdziwy problem. Zobacz ile osób by sobie mogłoby popracować bez większego wysiłku za jakieś 1500 zł miesięcznie pokrywając z tego swoje koszty, bo tyle jest relatywnie łatwo wykręcić. Nic z tego, ZUS to zabierze, więc po co pracować?

            • Jeśli została by ograniczona czarna i szara strefa zatrudnienia, zwiększyłyby się wpływy z tytułu podatków od wynagrodzeń i składka ZUS. Wówczas byłaby możliwość zmniejszenia tych obciążeń.
              Jeśli uważasz że moją propozycję z „pośrednictwem pracy” za złą to zaproponuj rozwiązanie, które chroniłoby bezrobotnego, przed „śmiercią głodową” w przypadku skierowania do pracy do niesolidnego pracodawcy! Policzmy, aby otrzymać wynagrodzenie trzeba przepracować miesiąc, powiedzmy, że następne dwa tygodnie to oczekiwanie na wypłatę tego wynagrodzenia. Skierowanie roszczenia do sądu i oczekiwanie na rozprawę min. 3 tygodnie, rozprawa i oczekiwanie na wyrok, powiedzmy 2 tygodnie, oczekiwanie na nadanie wyrokowi klauzuli wykonalności 14 dni, skierowanie wyroku do egzekucji komorniczej, oczekiwanie miesiąc, aby się dowiedzieć, że egzekucja jest bezskuteczna ponieważ pracodawca nie posiada żadnego majątku, ponieważ wyposażenie firmy stanowi własność 92 letniej babci siostry żony właściciela, a właściciel jest goły jak święty turecki.
              A przecież komornik nie może zająć 92 letniej babci, willi 3 samochodów i czegoś tam jeszcze, bo co jest winna kobiecina, że jakiś tam krewny dziesiątej wody po kisielu jest niesolidnym pracodawcą?
              Z obliczeń wyszło 4 miesiące, aby się dowiedzieć, że niestety wynagrodzenia nie otrzymamy. Policzyłem jakoś tak delikatnie, bo w praktyce wychodzi ok 6 miesięcy! Przez ten czas nieszczęsny pracownik niema czasu na pracę ponieważ gania po sądach i urzędach. Zresztą i tak nie znajdzie żadnego zatrudnienia, bo jaki pracodawca chciałby zatrudnić pieniacza który cały wolny czas spędza w sądach?
              Piszesz o prokuratorze, przy czym tu prokurator? Przecież niepłacenie wynagrodzenie nie jest przestępstwem. Stanowi jedynie naruszenie Kodeksu Pracy, więc podlega sądowi pracy.
              Zresztą wielu polityków domaga się likwidacji Kodeksu Pracy, wówczas wypłata wynagrodzenia będzie aktem łaski pracodawcy.

            • Złodzieje okradający własnych pracowników to ułamek procenta, nie można ogarniać całej sytuacji przez pryzmat błędu statystycznego bo inaczej z domu byś nie wyszedł na wieść, że Kowalski z Suwałk złamał nogę na chodniku.

              Na dodatek nie łapiesz powiązania szarej strefy z obciążeniami finansowymi działalności. Dopiero zmniejszenie obciążeń zlikwiduje szarą strefę i w efekcie poprawią się wpływy budżetowe, ale w drugą stronę nie ma symetrii. Wprowadzając system przymusu, kontroli i represji w celu uszczelnienia systemu (hm, swoją drogą skąd u was takie wieczne ciągoty do tego?) i uzależniając zmniejszenie obciążeń od likwidacji szarej strefy spowoduje się paradoksalnie jej rozwój, a koszty wzrosną dwukrotnie: poprzez dalszy odpływ pieniędzy z systemu oraz poprzez nakłady na organy represji.

              A co się stanie z pracodawcą złodziejem? Upadnie, bo nikt więcej nigdy się u niego nie zatrudni. Zresztą miejsce złodzieja jest w więzieniu. A ludzie jak będą chcieli naprawdę pracować to sobie pracę znajdą. Każdy jeden prowadzący firmę budowlaną narzeka na brak fachowców. Gdzie są ci fachowi bezrobotni? Kiedyś pracowałem w Niemczech na budowie, przy wykończeniu pracowało sporo kobiet, rzecz nie do pomyślenia u nas, prawda?

    • Dlaczego pracodawca oferuje 1000 zł naganiaczowi, zamiast pracownikowi?
      Dawniej funkcjonował i się sprawdzał dodatek za wysługę lat, nagrody jubileuszowe itp.
      Uważam, że nagroda 1000 zł za przepracowane pół roku byłaby znaczną motywację do związania się z przedsiębiorstwem na dłużej.

Comments are closed.