Lechia wygrywa drugi mecz z rzędu

Lechia wygrywa drugi mecz z rzędu

14
0
PODZIEL SIĘ

Lechia Dzierżoniów wygrała drugi z rzędu mecz na własnym terenie. Tym razem po spotkaniu pełnym niewykorzystanych szans, którymi moglibyśmy obdzielić nie dwa, a nawet trzy ligowe pojedynki. Gola na wagę trzech punktów zdobył najlepszy dziś na boisku Patryk Paszkowski, kończąc dynamiczną akcję starszego „Paszy”

31275_file

Środkowy pojedynek miał bardzo duże znaczenie szczególnie dla przyjezdnych, albowiem w przypadku przegranej, już dziś żegnaliby się z trzecioligowym frontem. Dla Lechii jednak każde punkty także są na wagę złota, nie wiemy jeszcze jak rozegra się sytuacja w lidze drugiej, skąd spaść może UKP Zielona Góra, dziwne sygnały dochodzą także z Wałbrzycha, także grać po prostu trzeba, a zwłaszcza u siebie.

31271_file

Ledwo rozpoczął się mecz i popsuła się aura, choć wiosenny deszcz mógł dodać spotkaniu rumieńców, jednak ani jedni, ani drudzy nie starali się uderzać z daleka. Dość szybko jednak inicjatywę przejęli gospodarze i kontrolowali przebieg meczu, co jakiś czas zagrażając dość poważnie bramce doświadczonego Buchli. To właśnie ten zawodnik był dziś najjaśniejszym punktem biało-niebieskich. Najpierw okazał się lepszy w sytuacji sam na sam z Maciejewskim, później pewnie bronił strzały głową po stałych fragmentach, aby w pewnym momencie wznieść się na wyżyny.

31267_file

Uderzoną dokładnie w róg piłkę wyciągnął w niewiarygodny sposób, doznając przy tym kontuzji. Zanosiło się na zmianę, jednak ostoja Polonii pozostała w bramce. W ekipie gości szarpać starał się testowany zimą w Dzierżoniowie Billy Tchoague, jednak nie miał zbyt wielkiej pomocy ze strony kolegów. Gdy kończyła się pierwsza połowa, w której powinniśmy już dawno prowadzić, szaleńczy zryw zaliczyli trzebniczanie. Po uderzeniu z daleka Malec wypluwa piłkę, doskakują do niej rywale i z najbliższej odległości na raty nie potrafią wykorzystać wyśmienitej szansy. Pierwsze 45 minut ze zdecydowanym wskazaniem na podopiecznych Zbigniewa Soczewskiego, którym zabrakło jednak skuteczności, goście oprócz akcji z ostatniej minuty wyróżniali się na placu jedynie częstymi padami po każdym kontakcie i głośnym sygnalizowaniu krzykiem swoich urazów.

31296_file

W drugiej połowie obraz gry nie zmienił się, pomimo tego, że trener Soczewski dokonał kilku roszad w ustawieniu, przewaga „trójkolorowych” nadal była widoczna. Niestety nadal bardzo grzeszyliśmy skutecznością. Po wielu sytuacjach podbramkowych wszyscy łapali się za głowy i zgodnie stwierdzali „jak to nie weszło”. Ano nie weszło, bo świetnie między słupkami spisywał się Buchla – to raz. Dwa, że większość strzałów nie była dostatecznie silna, aby przełamać czyste konto golkipera gości. W świetnych sytuacjach pudłowali Alcantara, Paszkowski, Maciejewski czy Niedojad.

31285_file

Temu ostatniemu dzisiejszy pojedynek kompletnie nie wyszedł i pod koniec meczu dostał „wędkę”, co raczej nikogo nie dziwiło. Wróćmy jeszcze do sytuacji bramkowej, kiedy to Mariusz Paszkowski urwał się obrońcom, popędził ku polu karnemu, wbiegł z piłką, zagrał mocno wszerz i nadbiegający Patryk Paszkowski wślizgiem pokonał w końcu Karola Buchlę. Z naszych widocznie zeszło ciśnienie i gra stała się bardziej swobodna, jednak nadal zbyt frywolna. Im bliżej końca meczu, tym mocniej zastanawialiśmy się czy aby przypadkiem nie powtórzy się koszmar wiosennych derby powiatu dzierżoniowskiego, w których byliśmy zdecydowanie lepsi i w końcówce niewykorzystane sytuacje się zemściły.

31271_file

Tak się jednak nie stało. Zabłysnął za to wprowadzony w 88 minucie Waligóra. Zmiennik „Konia” tuż po wejściu mógł podwyższyć na 2:0 po szybkiej akcji lewą stroną, będąc w wykroku uderzył jednak kolanem i piłka przeleciała obok słupka. W doliczonym czasie gry po niewykorzystanym stałym fragmencie Polonii (na nasze pole karne zapędził się bramkarz gości), Waligóra przejął piłkę i mijał obrońcę, mknąc ku pustej bramce. Na ziemię powalił go jednak grający trener trzebniczan – Bergier, za co ujrzał czerwoną kartkę, a po chwili arbiter skończył mecz. Zasłużone 3 punkty zostały w Dzierżoniowie.

Łukasz Bienias

BRAK KOMENTARZY