„Jazz bratnich narodów” – zaproszenie

„Jazz bratnich narodów” – zaproszenie

13
0
PODZIEL SIĘ

W ostatni czwartek maja w Jazz Caffe Pegaz DOK znów spotkają się sympatycy jazzu. Tym razem oprawę muzyczną przygotował Sławomir Rodak – znawca muzyki jazzowej i kolekcjoner płyt.

„Jazz bratnich narodów” dla trochę starszych będzie sentymentalną muzyczną podróżą w niedaleką przeszłość. Dla trochę młodszych świadectwem tego, że w krajach tzw. „demokracji ludowej’, również grywano jazz.

Pozdrawiam wszystkich i do zobaczenia. Keep Swinging! Mateusz Cegiełka

Jazz i socjalizm w PRL

Jazz to gatunek muzyczny, który powstał z połączenia bluesa i ragtime’u. Narodził się na południu Stanów Zjednoczonych  pod koniec XIX wieku. Do Europy trafił dzięki żołnierzom amerykańskim w czasie I wojny światowej. W Polsce muzyka jazzowa pojawiła się we wczesnych latach 20. XX wieku. Po II wojnie światowej w krajach za żelazną kurtyną jazz stał się wyrazem tęsknot do wolnego, zachodniego świata. Przybliżał także Amerykę, do której tak trudno było wyjechać.

Gdy więc stalinowskie władze wydały nieoficjalny zakaz wykonywania muzyki jazzowej, wzmocniło to tylko jej atrakcyjność i jej prozachodnie konotacje. Gdy wszystko wokół  było zabronione, słuchacze i wykonawcy jazzu czuli się wolni. Jazz wyzwalał emocje, temperamenty, dawał radość. W tych okolicznościach narodziło się wyobrażenie o jazzie jako muzyce buntu i kontestacji. Jazz dawał wyzwolenie.

A wszystko, co jest wyzwolone, natychmiast atakuje system totalitarny. Dlatego jazz i socjalizm znajdowały się w stałym i nieprzezwyciężalnym konflikcie.

W listopadzie 1948 roku IV Walne Zgromadzenie Kompozytorów Polskich uznało  muzykę jazzową za przejaw formalizmu. Zjazd Kompozytorów i Muzykologów w Łagowie w sierpniu 1949 roku podtrzymał taką ocenę, dodając od siebie argument, że uprawianie jazzu należy traktować jako wyraz poparcia dla wrogiej socjalizmowi ideologii.

W konsekwencji tegoż YMCA (Związek Chrześcijańskiej Młodzieży Męskiej) i jej kluby muzyczne, z których rozchodził się jazz na całą Polskę,  zostały rozwiązane, przy czym w Łodzi spalono publicznie bibliotekę książek na temat jazzu, zaś płyty rozbito młotkiem. Aktyw Związku Młodzieży Polskiej forował wówczas hasło ‚Precz z orkiestrą jazzową’.
Przełom lat 40/50 określany jest w historii polskiego jazzu okresem katakumbowym, bo grywano go przeważnie w mieszkaniach prywatnych i czasami, gdy udało się wyprowadzić w pole kierownictwo klubów studenckich, w warszawskich Hybrydach, Stodole, Medyku, w Krakowie zaś w Jazz Klubie Helikon, w Piwnicy pod Baranami, w Klubie pod Jaszczurami.

W tamtych czasach w mediach twierdzono, że muzyka jazzowa to jeden ze społecznych przejawów imperialistycznego bandytyzmu i jako taki jest nam wrogi i obcy i powinniśmy go potępiać. Muzycy jazzowi byli zaś postrzegani jako piewcy „amerykańskiej” wolności, sprzecznej z obowiązująca ideologią.

Przemiany polityczne połowy lat 50. przyniosły zmiany w kulturze i stały się początkiem rozwoju ruchu jazzowego w Polsce. W listopadzie 1954 r. Leopold Tyrmand zorganizował pierwsze Zaduszki Jazzowe w Szkole Podstawowej im. Królowej Jadwigi w Krakowie.
Wydarzeniem w historii polskiego jazzu był wtedy I Festiwal Jazzowy w Sopocie (6-12 sierpnia 1956 roku) z udziałem 25 tys. słuchaczy.

Od 1956 roku jazz bez większych przeszkód, funkcjonował w przestrzeni publicznej. Władze komunistyczne wpisały jazz w ramy swojej polityki kulturalnej. I Sekretarz KC PZPR Władysław Gomułka nie był wprawdzie fanem jazzu, ale jeżeli jazzmani nie angażowali się politycznie, to mieli pozwolenie na coś w rodzaju niszy, w której mogli funkcjonować  po swojemu. Stąd ukazywał się miesięcznik „Jazz”, następnie „Jazz Forum”.

Ministerstwo Kultury i Sztuki  finansowało festiwale jazzowe, koncerty i występy, wydawano  znakomitą serię płytową „Polish Jazz”. Od 1958 roku jazz zagościł nawet w salach Filharmonii Narodowej, gdzie muzycy grali w garniturach i smokingach dla elegancko ubranej publiczności. Polskie zespoły jazzowe koncertowały nawet po świecie, głównie w Europie Zachodniej. Zdarzały się  także trasy po ZSRR, ale te występy różniły się tym,, że były to propozycje wyjazdów nie do odrzucenia!

Do naszego kraju zaczęli  wtedy docierać również  artyści  z najwyższej półki. W kwietniu 1965 roku wystąpiła w Sali Kongresowej w Warszawie Ella Fitzgerald na podwójnym koncercie, którego część pierwszą wypełniło Trio Oscara Petersona, w drugiej zaś części królowało Ona „The First Lady of Song”, a towarzyszył  jej ze swoim triem Tommy Flanagan.

Za sprawą Leopolda Tyrmanda zaistniał w Warszawie Festiwal Jazz Jamboree, jeden z największych i najważniejszych festiwali w Europie. Na tym festiwalu wystąpił dwukrotnie legendarny trębacz  jazzowy Miles Davis. Było to w roku 1983 i 1988. Zwłaszcza ten pierwszy koncert przeszedł do historii, bo kilka miesięcy wcześniej zniesiono całkowicie ograniczenia  stanu wojennego.

O koncercie Milesa Davisa w Polsce marzyli wszyscy od dawna. Kiedy więc wreszcie  stało się to możliwe, władze Polskiego Stowarzyszenia Jazzowego zwróciły się do ambasady amerykańskiej w Warszawie z prośbą o pomoc przy przygotowaniu  zaproszenia, na pierwszy w Polsce koncert tego giganta jazzu. Udało się. Miles Davies został Gościem Honorowym i największą gwiazdą Festiwalu Jazz Jamboree’83.

W opinii znawców jazzu ten pierwszy koncert  wielkiego Milesa odmienił na zawsze oblicze polskiego jazzu. Z organizacją występu Milesa Davisa w 1988 roku nie było już większych problemów. O jego występie, jeden z krytyków muzycznych, napisał, że w czasie grania Mistrza. Sala Kongresowa wręcz eksplodowała, a „Bóg  przemówił  ze sceny”. Miałem to wielkie szczęście znaleźć się wówczas w Sali Kongresowej i osobiście doświadczyć tego niesamowitego przeżycia muzycznego.

Na Festiwalu Jazz Jamboree trzeba było być. Oprócz „naszych” bywali tam również sympatycy jazzu z „bratnich narodów”, czyli z  NRD, Czechosłowacji i Węgier, koczując w oczekiwaniu na koncerty, w warszawskich klubach studenckich oraz w holu Dworca  Centralnego PKP. Za każdym razem z zazdrością obserwowali, jak na cztery dni Sala Kongresowa Pałacu Kultury i Nauki zmieniała się w kawałek „wolnego państwa w państwie”.

Począwszy od lat 50. aż do końca lat 80. minionego stulecia, Polski Jazz i polskie środowisko jazzowe, dla sympatyków rytmów synkopowanych „bratnich narodów” stanowiły rzadko spotykany autorytet w dziedzinie jazzu. Niestety, po zachodnie płyty jazzowe to my, musieliśmy się wyprawiać do NRD i czasami do Czechosłowacji.

Polski jazz tamtych czasów tworzyli wybitni muzycy, m.in. tacy jak: Jerzy „Duduś” Matuszkiewicz, Krzysztof Komeda, Jan Ptaszyn Wróblewski, Zbigniew Namysłowski, Michał Urbaniak i Urszula Dudziak, Krzysztof Sadowski, Tomasz Stańko, Henryk Majewski, Adam Makowicz, Andrzej Kurylewicz, Andrzej Trzaskowski, Jerzy Milian, Wojciech Karolak, Włodzimierz Nahorny, Andrzej Dąbrowski, Czesław „Mały” Bartkowski, Zbigniew Seifert, Krzesimir Dębski, Jarosław Śmietana, Janusz Grzywacz, Krzysztof Ścierański, Andrzej Jagodziński.

Po roku 1989, czyli w trakcie przebudowy systemu politycznego w Polsce, jazz został odideologizowany i przestał być wyrazem nonkonformizmu oraz przejawem snobizmu. Stał się po prostu sztuką.

Dzisiaj kondycja polskiego jazzu jest bardzo dobra. Ale do jazzu trzeba jednak dojrzeć. A dojrzewać warto, bo wybitny polski trębacz  jazzowy, Tomasz Stańko jest zdania, że jazz to wielka sztuka, która dopiero zaczyna się rozwijać.

Opracował Mateusz Cegiełka

BRAK KOMENTARZY